Krwawy Zajączek Tom 1 - Rozdział 1
Dzień rozpoczął się spokojnie. Leśne śpiewy ptaków napawały mnie radością i optymizmem. Przyjeżdżając na wskazane miejsce, nad klub oficerski, rozpakowałem się w małym pokoju hotelowym.
Kiedy już, zakończyłem, wyszedłem z klubu, aby przed nim zapalić L&M czerwone długie.
W pewnej chwili zauważyłem jak ktoś idzie od strony ryneczku. Widziałem młodą kobietę, która szła spokojnie. Bez nerwów i stresu.
Sam chciałem tak iść. Jednak w moim przypadku było nieco inaczej. Po wielu zadaniach dotyczących setek spraw dla TVP Historia, nie miałem cienia wątpliwości, że będzie to nie małe wyzwanie.
Powoli wyszedłem do klubu. Tam rozejrzałem się po okolicy.
Z jednej z maszyn do napojów zakupiłem kawę czarną z cukrem i mlekiem. Z drugiej wziąłem batony proteinowe.
Po lekkim posiłku wyszedłem na zewnątrz klubu. Dzień dopiero się rozpoczynał. Każdy oddech wydawał mi się spojrzeniem w oczy bestii, na którą miałem polować.
Udałem się na teren jeziora. Tam na spokojnie zacząłem medytować aż do godziny 6:30 PM. Następnie wróciłem do hotelu.
Kiedy już tam byłem, wyjąłem laptop na biurko. Następnie Udałem się na wieczorny spacer.
Odpalając kolejnego szluga myślałem o tym, co czeka mnie kolejnego dnia, w którym miałem spotkać się z dyrekcją szpitala.
Nagle usłyszałem damski głos. Przeraźliwy krzyk.
Szybko pobiegłem w stronę odgłosu. W pewnym momencie jakby ktoś przebiegł przez leśną ścieżkę. Tak cicho. Tak delikatnie...
W jednej z kolejnych chwil zobaczyłem kobietę leżącą we krwi.
Szybko zbadałem jej tętno i puls. To, co mnie zaskoczyło to brak oddechu i jednocześnie mówiąca:
- To on... To Krwawy...
Lecz kobieta po tym zakończyła mówić.
Zginęła.
Kobieta umarła, a wraz z nią nadzieja, na to, że poznam prawdę o jej przeszłości. O tym, kto ją zabił.
Niedługo potem, kiedy zacząłem wracać do pokoju hotelowego, zapaliłem L&M czerwone długie myśląc o tym, co wydarzyło się niedawno.
Noc powoli zaczęła przybierać mroczną tajemnicę. Nową nie opowiedzianą wcześniej historię.
Będąc już w pokoju hotelowym, położyłem się spać. Lecz nie trwało to długo, gdyż obudził mnie śpiew nocnych ptaków, które nie patrzyły na godzinę i minutę.
Było to około 5:00 AM. Wstając z łóżka zajrzałem automatycznie przez okno. Tam z oddali zobaczyłem jak jakaś postać podobna do zająca stoi pod starą lampą oliwną.
Nie wiedząc kim jest ta istota, zaszedłem na dół, aż do placu i parkingu. Lecz wtedy postać nie wyglądała tak, jak przez okno hotelowe, pomimo iż wciąż stała pod latarnią.
Kiedy zacząłem podchodzić do niej coraz bliżej, ów postać zaczęła przypominać człowieka połączonego z zającem.
Nagle postać szybko odwróciła się i pobiegła w stronę lasu. Ja zaś patrząc w dal. W miejsce, w które uciekła, odpaliłem kolejnego szluga.
Na nowo wróciłem do pokoju hotelowego. Następnie uruchomiłem laptop, który wyjąłem ze skórzanej torby. Zacząłem coś notować. Coś skrobać w aplikacji do grafiki 2D "GIMP2", by następnie spakować wszystko w jeden folder o nazwie "TVP Historia - 66-213".
Już nie mogłem doczekać się kolejnego dnia z który nastał zbyt szybko.
Około godziny 8:30 AM zakończyłem notatki, aby po chwili wyjść do sklepu Żabka na porządne śniadanie złożone z kanapek na gorąco i hot doga, a także posiłek zakończyłem gorącą kawą i papierosem.
Nagle zadzwonił do mnie telefon.
Odebrałem go szybko i zapytałem:
- Słucham. Z kim rozmawiam?
- Hej Rex. Spotkajmy się w moim gabinecie o 10:00 AM. Musimy porozmawiać na poważnie o tym, czego oczekuję. A także o tym, co możemy sobie zaoferować.
- Rozumiem Dyrektorze. Przyjdę na pewno.
- W takim razie do zobaczenia Rex.
- I wzajemnie.
Po tych słowach zakończyłem rozmowę. Następnie szybko wróciłem do pokoju hotelowego i zabrałem laptop ze sobą.
Wychodząc na zewnątrz wypiłem Pepsi Zero Sugar, a butelkę z kaucją schowałem do plecaka, aby kolejne minuty później zdać ją do butelkomatu obok Dino.
Dopiero wtedy udałem się do gabinetu Dyrektora szpitala.
Na miejscu byłem o pół godziny wcześniej. Zdążyłem zajrzeć do telefonu i sprawdzić nadchodzącą pogodę na kolejne godziny.
W pewnym momencie zostałem zawołany przez dyrektora szpitala.
Wszedłem nie wahając się ani chwili.
- Witam Rex- powiedział dyrektor.
- Mi również miło pana widzieć- odrzekłem na szybko próbując przejść do konkretów.
- Mamy trzy dni na to, aby pozbyć się małego problemu.
- Jaki jest cel?- zapytałem ostrożnie.
- pewna istota co roku niszczy nam święto wielkanocne. Chodzi o tajemniczego zająca.
- Chyba go nawet zobaczyłem - zaśmiałem się gorzko.
- Jeśli już grasuje, to nie mamy innego wyjścia. Musisz go znaleźć i zlikwidować zagrożenie.
- Czyli moim celem jest jakaś tajemnicza postać? - byłem zaskoczony.
- Nie tylko. Może to być coś więcej. Ah... Cibórz ma swoje liczne sekrety. Za dużo, aby o nich mówić.
- Więc to coś... To grubsza sprawa. Racja?
- Owszem. Nie ukrywam, że ty pozbędziesz się problemów i przy okazji zrobisz dobry reportaż.
- I tylko tyle? Nie ukrywam, że mi to pasuje. Kiedy mogę zacząć sprawę?
- Jak najszybciej się da. Powodzenia Rex.
Dyrektor wyprosił mnie z gabinetu. Następnie udałem się do klubu oficerskiego, aby kupić Coca-Cola w puszce i zejść do piwnicy.
Miejscu, gdzie znajdowała się stara biblioteka.
Lecz to czego się nie spodziewałem, okazało się moim pierwszym gwoździem do prawdy...
Komentarze
Prześlij komentarz